Najnowsze wpisy

Losowe wpisy

DOPAMINA - DALSZY CIĄG

Długotrwałe leczenie dopaminą prowadzi do osłabienia działania leku. Zaleca się podawanie dopaminy [...]

LEKI Z GRUPY GLIKOZYDÓW NAPARSTNICY

Preparaty glikozydów naparstnicy, choć coraz częściej zastępowane przez różne nowe leki przećiwaryt[...]

Browadczaki

Browadczaki bardzo często ustępują samorzutnie w okresie dojrzewania. Leczenie ich za pomocą pędzlo[...]

Cenuroza

Budowa i rozwój. Dojrzały tasiemiec ma 40-100 cm długości, 3-5 mm szerokości i składa się z 200 - 2[...]

METODY BADANIA

Badanie przedmiotowe polega na zastosowaniu pewnych metod, umożliwiających stwierdzenie stanu, wygl[...]

Stosowanie wielu z nich nie jest szkodliwe, ale niektórych ryzykowne. O co naprawdę chodzi w tych najbardziej popularnych terapiach „alternatywnych”? Nie jestem pewien, kiedy dokładnie poznałem księcia Windsoru. Musiało to być ze trzydzieści lat temu. W eleganckim hotelu Waldorf Astoria odbywał się uroczysty bankiet, którego celem było zgromadzenie funduszów na nowojorski oddział Towarzystwa Kardiologicznego. Jego Królewska Wysokość wspaniałomyślnie zgodził się wręczyć nagrodę jednemu z zasłużonych naukowców – nie pamiętam już komu. Dla mnie było to wydarzenie szczególne. W Stanach Zjednoczonych osiadłem niedawno, przenosząc się z Kanady, gdzie się urodziłem, a więc Edward, książę Windsoru był, aczkolwiek krótko, moim królem, Edwardem VIII. Nie miałem jeszcze wtedy obywatelstwa amerykańskiego. Możecie sobie wyobrazić, jak byłem przejęty, kiedy siedziałem podczas kolacji (na kilkaset osób) zaledwie „o rzut kamieniem” od swojego byłego króla! Mimo królewskiego towarzystwa przyjęcie było dla mnie dość nudne, aż do chwili, gdy książę musiał na parę minut opuścić zgromadzenie. To była dla mnie świetna okazja, by je sobie uatrakcyjnić! Chyba podświadomie również poczułem potrzebę. Gdy tak staliśmy obok siebie w przybytku, gdzie wszyscy są sobie równi, zdobyłem się na odwagę, żeby przedstawić się księciu. Wydawał się zadowolony, że spotyka swojego dawnego poddanego, i podaliśmy sobie ręce!

Leave a Reply