Z poprawioną już o kilka centymetrów linią w pasie, czując się lekko, idziemy na daleki spacer, najlepiej śladem przystanków miejscowej trasy autobusowej. W ten sposób nie tylko nie zabłądzimy, ale również w każdej chwili, kiedy tylko odczujemy zmęczenie, możemy wrócić autobusem, jeśli oczywiście na ostatnim przystanku nie okaże się, że linia ta jest bądź czasowo zawieszona, bądź też że pozostały już z niej tylko przystanki.

Ostatnie dwa centymetry w tym dniu udaje się nam stracić w nocy. Pokoik wynajęty w cenie dla nas dostępnej wypełnia niesamowity upał, kiedy zaś otworzymy okno – przenikliwy chłód. Z dwojga złego, pamiętając o zdrowotnym celu naszego pobytu, wybieramy to pierwsze, dzięki czemu udaje się nam kilkakrotnie w ciągu nocy wykręcić z nocnej koszuli i prześcieradła ćwierć wiadra wody.

Po tygodniu pobytu w takim reżimie wracamy do domu. Fakt ten mobilizuje rodzinę do działania, dzięki czemu utracone w ciągu tygodnia centymetry udaje się nam odzyskać w ciągu dwóch dni. Żałujemy tego, ale na szczęście nie na długo. Jeśli tylko nie brak nam pomysłowości, najpóźniej w ciągu miesiąca znów wyjeżdżamy z domu na delegację, aby zgodnie z zaleceniem lekarza zadbać nieco o linię.

Leave a Reply