Najnowsze wpisy
You must have either the GD or iMagick extension loaded to use this library
Problem detected on file:/home/omet_poland_com_pl/omet-poland.com.pl/wp-content/uploads/15.jpg

Losowe wpisy

Rehabilitacja Warszawa - kwintesencja medycyny

Rehabilitacja w Warszawie to kwintesencja medycyny. Szukanie jedynie sprawdzonych i pewnych rozwiąz[...]

Rozpoznanie choroby grypy w okresie epidemii

Rozpoznanie choroby w okresie epidemii nie nastręcza zwykle trudności. Trudniej jest natomiast niek[...]

Rehabilitacja Kraków - klucz do sukcesu

Rehabilitacja w Krakowie to klucz do sukcesu. Nasza szansa na zdrowie najczęściej zaczyna się od do[...]

Człowiek w stanie hipotermii

Gdybyś zetknął się z człowiekiem w stanie hipotermii, pamiętaj, że: 1) Nie musi być martwy, jeśli n[...]

METODY BADANIA

Badanie przedmiotowe polega na zastosowaniu pewnych metod, umożliwiających stwierdzenie stanu, wygl[...]

Zachęciłem, żeby się położyła, otworzyłem bulaj, by nie było duszno, z dwóch stron podparłem jej głowę poduszkami i upewniłem się, że tak ułożona nie widzi wznoszącej się i opadającej linii horyzontu. Następnie podałem jej meklozynę [nie zarejestrowana w Polsce], która bardzo skutecznie leczy chorobę morską, i czekałem na efekt. Wkrótce poczuła się senna i zasnęła. Obudziła się po czterech godzinach. Nie czuła się wprawdzie świetnie, ale na tyle dobrze, że mogła wyjść na pokład. Przez następnych dziesięć dni mdłości mijały i nawracały, ale przez większość czasu cierpiała. Podawałem jej różne środki, między innymi Marezine, Benadryl, Phenergan, a nawet nieco Valium. [Nie zarejestrowane w Polsce. U nas w podobnej sytuacji lekarz podawałby zapewne Aviomarin, Torecan, Benzyhyd- raminum HCL, Diphergan allbo Relanium.] Wszystkie trochę doraźnie pomagały, ale żaden nie przyniósł jej zupełnej ulgi. By powiedzieć obrazowo, podczas całej wycieczki „żołądek podjeżdżał jej do gardła”.

Po dziesięciu ponurych dniach wróciliśmy do domu. Wprawdzie żona nie wierzy, iż bywa jeszcze gorzej, ale to prawda. Mogła czuć się tak źle, że bylibyśmy zmuszeni opuścić statek w pierwszym porcie, do którego zawinęliśmy. Tak czy owak żona nie tylko nie chciała słyszeć o następnej podróży statkiem, ale nawet nie spojrzała na piękne slajdy, które przywieźliśmy z tej wycieczki (robiłem je tylko ja).

Przez następne lata spędzaliśmy wakacje na lądzie – na plażach, w górach, na pustyniach, chodziliśmy po muzeach, odwiedzaliśmy mieszkających w komunach Chińczyków, robiliśmy w Hong-Kongu tanie zakupy, nigdy potem nieprzydatne w domu, ale nie podróżowaliśmy statkiem. Aż pewnego dnia przeczytałem gdzieś doniesienie o rewelacyjnym środku na chorobę morską. Chodziło o Transderm-Scop [nie zarejestrowany w Polsce].

Leave a Reply